poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Nowe znajomości...

     Klasa zaczęła się wypełniać. W pewnym momencie ktoś podszedł do mojej ławki.
-Cześć. Wolne?-zapytała śliczna dziewczyna wskazując na miejsce obok mnie. 
-Hey. Tak wolne.-posłałam blondynce nieśmiały uśmiech.
-To Ty jesteś ta Alex?-zapytała, przyglądając mi się uważnie.
-Taaaak. To ja. A coś się...-nie pozwoliła mi dokończyć.
-Miło mi. Rosemary.-podła mi rękę którą od razu uścisnęłam.
-Mi również-zauważyłam że dziewczyna ma piękne niebieskie oczy. Zawsze chciałam takie mieć.
Do sali wkroczyła nauczycielka przez co uczniowie spokojnie usiedli w swoich ławkach i po ich wyrazach twarzy wywnioskowałam że się czegoś boją.Nauczycielka wyglądała na sympatyczną, ale pozory mylą.
-Wyciągać książki. Nie mamy czasu. W tamtym roku nie zdążyliśmy z materiałem. W tym roku nie mogę do tego dopuścić.
-No świetnie... nie znam kobiety. Nie wiem kim jest. Nie wiem czego uczy. Nie wiem o niej nic. A no tak.. wiem że jest zołzą. O tym już się zdązyłam przekonać.
-Rose...-szepnęłam- czego ona uczy? - zapytał najciszej jak się tylko dało koleżankę z ławki.
-Hiszpańskiego. Przygotuj się mała... w tamtym roku prawie przez nią ze szkoły wyleciałam, traktuje nas jak przedmioty. Zołza nic więcej.
-Dzięki.-posłałam dziewczynie uśmiech i wyciągnęłam z torby książki do języka hiszpańskiego.
Pani ''zołza'' napisała na tablicy temat, a pod spodem kilka słów po hiszpańsku i ich tłumaczenia. 
Ta lekcja nie należała do tych przyjemnych... w sumie to każda lekcja nie jest przyjemna, ale po tej miałam  ochotę wrócić do domu. Mam dość. I pomyśleć że będę miała z nią lekcje  cztery razy w tygodniu. To o cztery za dużo.
Jest pierwszy dzień w szkole, pierwsza lekcja a ja już mam dość. Na tej godzinie dyrektor postanowił zrobić na sali gimnastycznej zgromadzenie. Ja i Rosemary stanęłyśmy obok siebie pod ścianą i słuchałyśmy najważniejszej osoby w tej szkole.Dyrektor był bardzo sympatyczny. Zupełnie inny niż Pani ''zołza''.
Po skończonym przemówieniu, ja i  Rose poszłyśmy na stołówkę. To była najdłuższa przerwa więc w spokoju mogłyśmy siąść, coś zjeść  no i oczywiście lepiej się poznać. Odebrałyśmy jedzenie i siadłyśmy przy stoliku dwuosobowym.
-Słyszałam że wcześniej śpiewałaś. To prawda?- zapytała, niebieskooka.
-Tak to prawda. Ale nie chcę do tego wracać. To było dawno... Już z tym skończyłam.-odpowiedziałam, i kiedy sobie tylko o tym pomyślałam, posmutniałam.
-Szkoda, na pewno szło Ci świetnie. Ale jeśli dla Ciebie to niewygodny temat to rozumiem. -posłała mi uśmiech, co odwzajemniłam.
-Dziękuję.
-Nie masz za co. Jeszcze dwie lekcje i dom. Super.   
-Nie, nie kochana. ja Cie tak szybko nie wypuszczę.
-Co masz na myśli?
-Dzisiaj, po szkole, Ty, Ja, park niedaleko stąd. Hmmm?
-Dzisiaj nie mogę. Przepraszam.
-Zaraz... jutro mamy wtorek. Czyli...
-Czyli?
-Jutro Pani od hiszpańskiego ma nie być w szkole. To po pierwsze... a po drugie to moi rodzice wyjeżdżają. I mam chatę dla siebie. Samej nudno, to co? Jutro u od razu do mnie ? -zapytała z nadzieją że się zgodzę.
-Nie będę przeszkadzała?
-No coś ty Alex. Noo bardzo proszę zgódź się.
-No dobrze... to jesteśmy umówione.
-Super.
Przerwa dobiegała końca, więc  postanowiłyśmy powoli się zbierać.
Fizyka, geografia nawet szybko minęły. Wzięłam torbę, i wyszłam przed szkołę. Zadzwoniłam po mamę, która powiedziała że musiała pilnie wyjechać.  Ale to nawet lepiej. Spacer dobrze mi zrobi. Ruszyłam w stronę domu.
-Alex, czekaj!-usłyszałam za sobą głos chłopaka.
Odwróciłam się i ujrzałam mojego znajomego. Mieszkał ode mnie kilka domów dalej. Z
-Cześć Brian. jak tam?- zapytałam chłopaka.
-Nie najgorzej a u Ciebie ?
W sumie to dobrze.
-Mam propozycję.
-Słucham?
-Ty i ja. Lody. Co ty na to ?
-na prawdę bardzo bym chciała ale muszę od razu wrócić do domu. 
-Szkoda. a jutro?
-Umówiłam się już.
-No dobrze...
Kiedy znaleźliśmy się pod moim domem pożegnałam się z chłopakiem i weszłam do domu. na stole w kuchni leżała karteczka. Wzięłam do ręki i zaczęłam czytać litery zapisane przez mamę...


***
Hej Wam:)
Chciałabym Wam polecić blog ;)
Bardzo proszę o komentarze. Dla mnie i dla Niej to dużo znaczy ;* 
 http://only-time-will-tell-harry-and-sam.blogspot.com/


piątek, 16 sierpnia 2013

Początek...


     Obudziły mnie promyki słońca wpadające przez okno. No tak... znów nie opuściłam rolet. Przetarłam dłońmi zaspane oczy. Zegarek wskazywał godzinę 8:30, mimo iż byłam nadal senna postanowiłam zacząć zbierać się do szkoły. Dziś pierwszy dzień w szkole... nie wypadałoby się spóźnić. Wyjęłam z szafy mój ''kochany'' mundurek, w którym musieliśmy wstawiać się codziennie na lekcje.  Kiedy skończę tą głupią szkołę, osobiście go spalę. Nie cierpię go. Trzymając w dłoniach bieliznę i mundurek pognałam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, włosy rozpuściłam.Nie miałam aż tak bardzo długich, więc mi nie będą przeszkadzać. Postawiłam na delikatny makijaż. W końcu to szkoła...  Wróciłam do pokoju, wzięłam wcześniej spakowaną torbę, i ruszyłam  do kuchni, mając na celu przegryźć coś przed lekcjami. 
-Cześć- rzuciłam do rodziców.
-Hej mała. Co ty taka nie w humorze ? -zapytała mama.
-Wydaje Ci się. Jest okej. -odparłam. Na stole był przyszykowane moje śniadanie.- o dziękuję mamuś-podziękowałam, usiadłam przy stole i zaczęłam pochłaniać tosta. Uwielbiałam tosty. Chyba mam to po tacie.
-O której lekcje się zaczynają? Jest po dziewiątej.-zapytała rodzicielka, patrząc na zegarek.
-O 9:30. Mogłabyś mnie podwieźć?-zapytałam z nadzieją że jednak powie tak.
-Jasne. Skończ śniadanie, ja czekam w aucie.
-Okay
Szybko dokończyłam tosta, i pobiegłam ubrać buty.Wzięłam torbę, przeglądnęłam się ostatni raz w lustrze i ruszyłam do wyjścia. Przed domem już czekała mama w aucie. Wsiadłam i od razu ruszyłyśmy.
-Przyjechać po Ciebie ?
-Jak chcesz.
-Alex, stało się coś? zachowujesz się dziś tak...
-Jak? zachowuje się normalnie
-Nie, dziwnie. Zachowujesz się jak nie Ty. 
-Ja po prostu denerwuję się pierwszym dniem. Tylko tyle.. nie masz się czym przejmować.
-Jeśli tak mówisz. To dobrze. Jesteśmy już. Uważaj na lekcjach.
-Dziękuję. Papa
-Pa kochanie.
Wysiadłam z auta i niezauważona ruszyłam pod klasę. Była otwarta ale w środku nikogo nie było. To nawet lepiej. Mogłam wybrać sobie miejsce jakie mi tylko pasuje. Postanowiłam usiąść bardziej z tyłu. Przyznam się że jestem odludkiem. I nie powiem, czuję się dobrze tak jak jest. Miałam przyjaciół, ale bardzo się na nich zawiodłam. Wolę nie mieć w ogóle przyjaciół, niż mieć ich fałszywych czy z litości.
W klasie ławki były dwuosobowe więc chcąc czy nie chcąc musiałam się  kimś zakolegować. Nie fajnie by było siedzieć z kimś przez cały rok i nie odezwać  się do niego słowem. postanowiłam coś w sobie zmienić. Być bardziej odważną osobą. Bardziej uwierzyć w siebie. Wiem że to musi potrwać... z szarej myszki z dnia na dzień odważną osobą się nie stanę. Klasa zaczęła się wypełniać. W pewnym momencie ktoś podszedł do mojej ławki.


Now you were standing there right in front of me
I hold on, it's getting harder to breath
All of a sudden these lights are blinding me
I never noticed how bright they would be

I saw in the corner there is a photograph
No doubt in my mind it's a picture of you
It lies there alone on its bed of broken glass
This bed was never made for two

Obserwatorzy